Mąmer natrafił w internecie na taką oto informację:
Pani XXX YYY, dr hab., autorka wielu publikacji, wygłosi odczyt na temat (nie pamiętam jaki, ale to nie jest istotne).
Przypadkiem Pani dr hab. nazywała się tak, jak ja - zanim Mąmer został moim Mąmerem.
Co mi nasunęło od razu myśl taką, że gdybym nie wyszła za mąż i za dzieci, to jednak bym ten doktorat zrobiła. Prawdopodobnie miałabym kota imieniem Cezar (chociaż biorąc pod uwagę kocią naturę to raczej Brutus) i tyle książek do towarzystwa, ile tylko by się dało upchnąć. Robiłabym odczyty, wykladała na uczelniach, oblewała studentów za niedostateczną znajomość zawiłości greckich gramatyk albo taktyk wojskowych.
I se też pomyślałam, że PRZECIEŻ już dwie pozycie wydałam jednak na świat.
Jedno moje arcydzieło, jak to z pierwszą książką bywa, jest trochę nieśmiałe, trochę zwariowane, napakowane po same okładki światem starożytnym, muzyką rockową i ogólnie pojętym tumiwisizmem w stosunku do świata.
Druga pozycja jest już inna. Po dość udanym debiucie, nadszedł czas na dzieło szalone bez miary, przebojowe, dumne i kobiece po sam różowy frędzelek na krańcu zakladki.
Cały czas w te moje dzieła wkładam swoje buntownicze treści, uzupełniam je, koryguję, cyzeluję. Obserwuję, jak zapełniają się ich karty - pisane drobnym maczkiem recenzje dziecięcego świata, który w ich małych głowach nadal jest szczęśliwą wyspą, pełną lodów calipso, piachu w kieszeniach i wycieczek rowerowych (dookoła bloku:P).
Może kiedyś rzeczywiście spiszę te swoje siedem miliardów pomysłów i wydam. Może przetłumaczę dalej zaczętego lata temu Plutarcha i zyskam swoje DR przed nazwiskiem. A może NIE.
Ale coś fajnego już w życiu zrobiłam.
Ty na pewno też, tylko musisz pomyśleć co to jest i dobrze sobie to zakodować. :)